22kilo

Jak zachęcić dziecko do rysowania?

4 komentarze

Dziś chcę podzielić się z Wami moimi sposobami na to, jak zachęcić dziecko do rysowania. Wszystkie testowane na moich dzieciach!

Krzyś miał już sporo ponad dwa lata i nadal w ogóle nie chciał brać do ręki kredek. Nie martwił mnie nawet rozwój motoryki małej, czyli ruchów wykonywanych rękami. Nie martwiło mnie nawet to, że kolorowanie to wstęp do nauki pisania. Bardziej martwiło mnie, że świat dziecka jest pełen rysowanek i kolorowanek. Sama pamiętam jeszcze z pierwszych klas szkolnych ćwiczenia od polskiego, w których dzieci robią sobie spokojnie zadania z pisaniem i czytaniem a tu nagle jebs! pokoloruj kwiatka. Może według autorki to miała być taka miła odskocznia od bardziej skomplikowanych ćwiczeń – i ja oraz inne dziewczynki tak to odbierałyśmy – ale większość chłopaków wcale nie była tym uradowana. Dziś nie jest inaczej. Tzn. nie wiem, jak jest w szkole, ale książeczki z zadaniami dla dzieci zazwyczaj obfitują w ćwiczenia z rysowaniem i kolorowaniem. Czasem myślę, że są one traktowane jako przerywniki, na których przygotowanie nie trzeba tracić wiele czasu.

Profesjonalne pastele – jedne z ulubionych Krzysia, dzięki warsztatom, na których byliśmy

Jeżeli jest coś pewnego na świecie, to fakt, że ktoś w internecie wyzwie Cię od najgorszych matek. Nawet jeżeli szukasz tylko odpowiedzi na dręczące Cię wątpliwości. Dlatego stwierdziłam, że warto napisać tekst o tym, jak zachęcić dziecko do rysowania. Szukając odpowiedzi na to, jak zachęcić dziecko do rysowania, natknęłam się na identyczne pytanie na popularnym forum internetowym. Niestety, podczas gdy mniej niż połowa zawierała użyteczne informacje, większość odpowiedzi była atakami na matkę, że ta na siłę próbuje wychować artystę, chce móc się chwalić dzieckiem; było też sporo wypowiedzi w stylu „moje dziecko nie lubiło rysować, a potem pisało najlepiej w klasie”. No po prostu świetne rady 😉

Jak zachęcić dziecko do rysowania

A teraz, tak konkretnie, co zrobiłam, żeby moje dziecko bardziej polubiło rysowanie:

Oczekiwałam mniej – w tym samym wieku Krzyś uwielbiał bawić się ciastoliną (dlatego właśnie nie martwiłam się tak o rozwój jego motoryki małej). Byłam przyzwyczajona do tego, że daję mu ciastolinę i… wychodzę. Na godzinę. Czasem na dwie. Latem stawiałam mu stoliczek w zacienionej części ogrodu tak, żeby dobrze widzieć go z kuchennego okna i oddawałam się porządkom i gotowaniu (Boże, jak ja miałam wtedy czysto). Dlatego uważałam, że sprawa z rysowaniem powinna wyglądać podobnie – dam mu kartkę i kredki, a on zajmie się nimi na co najmniej kilkadziesiąt minut. Szybko odkryłam , że jeżeli chcę, żeby rysował, muszę usiąść obok i cieszyć się z każdego sukcesu, nawet jeżeli rysowanie nie potrwa dłużej niż 5 minut.

Kupiłam lepsze kredki. Początkowo wydawało mi się, że dla takiego maluszka wystarczą obojętnie jakie, tanie kredki. W końcu to tylko małe dziecko. Okazało się jednak, że byłam w błędzie. Tanie kredki to niska jakość, czyli słabe kolory i łamiące się grafity. Malowanie tanimi kredkami jest o wiele trudniejsze.

Zrozumiałam, że dziecięce kolorowanki są nudne. To zazwyczaj proste wzory z dużymi elementami do kolorowania. Pokrycie takiej dużej przestrzeni było dla mojego dziecka i trudne, i nudne. Kiedy Krzyś miał już koło 4 lat podrzuciłam mu po prostu kolorowanki dla dorosłych: mają mniejsze przestrzenie i zabawa nimi jest ciekawsza. Przy mniejszych dzieciach można zdecydować się na kolorowanki mniejszych rozmiarów (np. A5 zamiast A4).

Dla mniejszych dzieci bardziej odpowiednie okaże się malowanie palcami

Podrzuciłam mu też inne media: przede wszystkim farby. Pomalowanie nimi nawet dużych powierzchni jest znacznie szybsze. Poza zwykłymi farbami wybrałam też farby w sztyfcie, które są jeszcze łatwiejsze w użyciu. Podobnie jak z jakością kredek, pamiętajcie że warto też postarać się o w miarę dobre pędzelki. Kupienie zestawu kilku kształtów i rozmiarów zaowocowało pierwszym kolorowym obrazkiem.

Myślę, że dla mojego dziecka najbardziej frustrujące było to, że chciało narysować coś ładnego, ale nie bardzo potrafiło. Nieco przypadkowym rozwiązaniem okazały się szablony, które mąż kupił w Lidlu. Te lidlowe właśnie najbardziej się u nas sprawdziły – mają proste, dość duże kształty, a Krzysiowi największą frajdę sprawiało odrysowywanie ich cienkopisami, a później wypełnianie kredkami. Początkowo nie było mu łatwo jedną ręką trzymać szablonu nieruchomo,a drugą rysować, ale znaleźliśmy na to sposób: wystarczyło przykleić szablon do kartki za pomocą taśmy. Gdy po przerwie Krzyś sięgnął do szablonów po raz kolejny taśma okazała się już zbędna.

Sama zaczęłam uczyć się rysować. Jakiś czas temu postanowiłam nauczyć się rysować, a w ciąży miałam na to trochę czasu i mam nadzieję, że będę mogła jeszcze do tego hobby kiedyś wrócić. Jak to pomogło dziecku? Po pierwsze, dzieci uwielbiają naśladować dorosłych, więc kiedy ja zajmowałam się rysowaniem, dzieci też naturalnie sięgnęły po kartki i kredki.

Pokolorowanie tego niedźwiedzia zajęło 4-letniemu Krzysiowi wiele dni, ale dużo się przy tym nauczył. O mieszaniu kolorów, o ich natężeniu (że można kredkę przycisnąć lekko albo mocno), że aby zrobić coś świetnego, potrzeba czasu i cierpliwości

Ale co ważniejsze, przez te kilka tygodni dowiedziałam się więcej o rysowaniu więcej dzięki czytaniu blogów tematycznych niż przez całą moją naukę szkolną. Np. że rysowanie z wyobraźni jest niezwykle trudne. Sprawdź na sobie – czy łatwiej będzie Ci narysować jakiegoś wymyślonego psa, czy może przerysować rysunek wykonany przez kogoś innego? Zapewniam Cię, że ta druga opcja okaże się łatwiejsza. Ja z mojego dzieciństwa pamiętam takie poradniki, które choć niby skierowane do dzieci, w rzeczywistości pisane były jak do artystów, a przynajmniej do osób posiadających już sporą wiedzę i umiejętności. Dziś jest inaczej i w Internecie można znaleźć całe mnóstwo łatwych poradników. Ja lubię te:

  • Rysuj z myszką w paski – dla najmłodszych dzieci,
  • Rysuj z Tadziem – na YouTube, przez LulekTV,
  • Naukarysowania.com – sporo rysunków dla dzieci i dorosłych, poradnik krok po kroku,
  • Mamarak.pl – tutaj również znajdziecie proste instrukcje krok po kroku jak narysować różne zwierzęta i inne przedmioty. W linku akurat zwierzęta leśne.

Większość poradników dla dorosłych uczy, by przy robieniu szkicu robić sobie kropki czy kreseczki, które wyznaczą najważniejsze punkty rysunku. Np. jeśli chcesz narysować statek to nie rysujesz od razu pokładu, ale wyznaczasz jego początek i koniec za pomocą kropek. Tak jest znacznie łatwiej. Przy bardziej skomplikowanych rysunkach właśnie w ten sposób pomagam mojemu dziecku i na bieżąco wyznaczam mu takie punkty do połączenia.

Wszystko może być szablonem. Nawet muszla

No i na koniec najważniejsze: czasem trzeba poczekać na odpowiedni moment. Mam wrażenie, że zainteresowanie rysowaniem kończy się u Krzysia wtedy, kiedy osiągnie już wszystko co jest dla niego możliwe na danym etapie. Jeżeli więc po kilku dniach lub tygodniach intensywnego rysowania całkowicie je porzuca, to niem martwię się tym. Za jakiś czas spróbuję znowu go zachęcić.

Jestem bardzo ciekawa, jak u Was wygląda ta kwestia. Czy wasze dzieci chętnie sięgają po kredki, a może w ogóle nie lubią takiej formy aktywności. Zastanawiam się też, czy płeć w tym kontekście ma znaczenie?

Będzie mi też bardzo miło, jeżeli dacie znać w komentarzach, czy jakieś z podanych przeze mnie sposobów sprawdziły się tak ze u Was.

Domowe przedszkole. Po co uczę dzieci w domu?

No Comments

Kiedy mówię komuś, że robię dziecku „domowe przedszkole” często widzę spojrzenie w stylu: „ach, czyli jesteś jedną z TYCH matek”. Nic bardziej mylnego. Nie kierują mną jakieś szlachetne pobudki, nie uważam, że moje dziecko musi być w każdej dziedzinie geniuszem, nie twierdzę, że jako 4-latek musi już umieć to czy tamto. Po co mi więc domowe przedszkole?

Continue reading

Maszyna do chleba z Lidla. Czy warto piec domowy chleb?

2 komentarze

Ten post jest rekordzistą, jeśli chodzi o czas, którego potrzebowałam, by wreszcie zacząć go pisać. Maszyna do chleba z Lidla stoi u nas już dobrze ze 3 lata, a jej recenzję planowałam od razu. Ale dzięki temu mam przynajmniej znacznie więcej obserwacji do opisania.

Nie będzie to jednak typowa recenzja. Maszyna do chleba Silver Crest jest jedyną, jakiej używałam, trudno mi więc powiedzieć, czy jest lepsza czy gorsza niż inne. Choć gdy jakiś czas temu zaczęłam rozglądać się za nową wydało mi się, że ciężko jest znaleźć lepszy stosunek jakości do ceny. Zastanawiałam się nad wymianą naszej, kiedy zgubiło nam się jedno z mieszadeł (bez tego ani rusz) i pomyślałam, że może jakaś inna maszyna lepiej odpowie na nasze potrzeby. Okazało się jednak, że można zamówić za niewiele monet nowe mieszadła z Allegro i koniec końców na to rozwiązanie się zdecydowałam.

Ale od początku. Czy ogólnie warto piec domowy chleb? Tutaj oczywiście odpowiedź zależy od kilku czynników, ale ja uważam, że zdecydowanie tak! A oto kilka „za”:

  • masz chleb zawsze, niezależnie od pory dnia i nocy, w niedzielę handlową i niehandlową, a przede wszystkim w każde święto,
  • chleb możesz przygotować z łatwo dostępnych składników – kiedyś spotkałam się z przeświadczeniem, że do maszyny do chleba można używać wyłącznie specjalnych mieszanek mąk do chleba. To wierutna bzdura, możesz wykorzystać dowolną mąkę,
  • i właśnie ta dowolność to kolejny punkt: robisz dokładnie takie pieczywo, na jakie masz ochotę. Białe, pełnoziarniste, z samych ziaren, w ogóle bez ziaren… Na mleku lub na wodzie, z oliwą lub masłem (myślę że to dobra informacja dla wszystkich osób z uczuleniami czy na diecie wegańskiej),
  • po prostu wrzucasz wszystkie składniki do maszyny (zawsze w kolejności najpierw mokre, potem suche, na koniec drożdże) i tyle. Maszyna sama ugniata ciasto, daje mu czas na wyrastanie w cieple, ponownie miesza, wyrasta, a na koniec piecze chleb. Nie musisz przy tym być. Wstawienie chleba zajmuje zazwyczaj kilka minut.
  • w ostatnie upały zauważyłam, że maszyna d chleba nie nagrzewa tak otoczenia, jak piekarnik.

No dobra, ale są też minusy:

  • takie pieczywo jest droższe: przyznam, że nigdy nie policzyłam skrupulatnie zużycia prądu czy choćby kosztu składników, jednak wg wydania specjalnego magazynu „Kuchnia” poświęconego wypiekowi chleba domowy pieczenie jest droższe. Ale myślę, że zależy to też od tego, czy kupujemy chleb o dobrym składzie z rzemieślniczej piekarni czy kierujemy się raczej do supermarketu na półkę z pieczywem. Osobiście najwięcej wydaję na pieczywo, kiedy do piekarni udam się z dziećmi, bo bez słodkiej bułeczki, palucha serowego czy innych smakołyków się nie obejdzie, a mój rachunek szybko osiąga wartość kilkunastu złotych, co zawsze mnie szokuje.
  • długi czas oczekiwania, czyli w przypadku Silver Crest około 3 godzin przy standardowym bochenku. Ja nie zostawiam włączonej maszyny samej w domu, więc wstawienie chleba muszę zawsze rozsądnie zaplanować.
  • maszyna ma opcję opóźnienia startu nawet na 9 godzin, można więc teoretycznie nastawić ją wieczorem, by rano zjeść świeży chleb. Jednak jak dla mnie jest zbyt głośna, żeby zaczęła pracować nad ranem. Może gdybym mieszkała w piętrowym domu…
  • z maszyny najlepiej wychodzą chleby na drożdżach, choć pieczenie chleba na zakwasie też jest możliwe.
  • to kolejny sprzęt AGD, który wymaga sporo miejsca.

Kiedy kupiłam maszynę do chleba, piekłam niemal codziennie. Później domowy chleb stracił urok nowości i coraz częściej sięgałam po ten z piekarni. Dziś używam jej różnie – czasem częściej, czasem rzadziej, ale na pewno nie pozbyłabym się jej całkowicie. Bardzo przydała się, kiedy syn miał etap jedzenia wyłącznie chleba – wówczas w samym pieczywie mogłam przemycać różne składniki, żeby choć trochę urozmaicić jego dietę, robiąc np. chleb z jabłkami i kaszką kukurydzianą.

Maszyna do chleba z Lidla (Silver Crest)

Jeżeli chodzi o sama maszynę z Lidla, to mogę ją polecić. Mamy ją już długo i nie sprawia żadnych kłopotów. Można w niej ustawić wagę chleba i stopień przyrumienienie skórki, ma także do wyboru różne programy pieczenia, choć rzadko korzystam z innego niż ten standardowy. Ma dwa mieszadła, dzięki czemu ciasto jest zawsze dobrze wymieszane (na rynku są też maszyny z jednym mieszadłem), za to z drugiej strony na spodzie chleba są aż dwie dziury. Sam producent zaleca… pieczenie chleba w piekarniku, ale nigdy z tego nie korzystam.

Standardowy program składa się z kilku etapów. Pierwsze to nagrzewanie, które jest moim zdaniem niepotrzebne i wydłuża czas przygotowania chleba o dodatkowe 15 minut. Potem jest mieszanie, wyrastanie, ponowne mieszanie, dodawanie nasion (ogłaszane donośnym i długim pikaniem), ostateczne wyrastanie i pieczenie.

Do maszyny dołączona jest instrukcja oraz książeczka z przepisami na chleby różnego typu. Korzystam z niej częściej niż z przepisów z internetu, ale zazwyczaj na bazie przepisu bazowego po prostu dodaję akurat to, na co mam ochotę i co mam pod ręką.

Pieczenie chleba bez maszyny

Maszyna do chleba upraszcza proces pieczenia, ale w rzeczywistości nie jest potrzebna do tego, żeby przygotować prosty chleb na drożdżach. Kiedy moja była zepsuta nie przestałam piec, jedynie trochę zmieniłam proces. Ale prawdą jest też, że nie muszę sama zagniatać ciasta (zagniatanie ciasta drożdżowego powinno trwać około 10 minut), bo wykorzystuję do tego dobry mikser, który kiedyś wygrałam.

Po wyrobieniu ciasto odstawiam do jednego wyrośnięcia. Zgodnie ze sztuką takie ciasto powinno się ponownie zagnieść i jeszcze raz odstawić do wyrośnięcia, ale ja zawsze rezygnuję z tego etapu. To znacznie przedłuża proces przygotowania pieczywa, a moim zdaniem nie bardzo ma wpływ na końcowy efekt.

Potem po prostu układam przygotowany bochenek lub bułki na blasze do pieczenia i wkładam do piekarnika na odpowiedni czas. Dobrym rozwiązaniem jest też odstawienie ciasta zaraz po wyrabianiu na noc do lodówki. Rano będzie wyrośnięte i po ogrzaniu go do temperatury pokojowej, będzie można upiec sobie świeże pieczywo.

Jeżeli chcecie zacząć piec domowe pieczywo, ale brakuje Wam pomysłu, wypróbujcie przepisy z zakładki „chleb„!

Myślisz, że dawne bajki były okrutne?

No Comments

Wydaje Ci się, że baśnie braci Grimm były okrutne? Że nie można czytać dzieciom o wilku, który zjadł Czerwonego Kapturka i który w zamian został zabity przez myśliwego? To lepiej przyjrzyj się temu, co dzieci oglądają w telewizji dzisiaj.

Bajki z poprzedniego stulecia miały moc. Bywały okrutne, owszem, ale niosły też ze sobą dużą dawkę nauki. Chociażby taki, że jak zrobi się coś złego, to nie wystarczy przeprosić. Albo że czasem masz przejebane (jak Kopciuszek), chociaż nie ma w tym Twojej winy. Że życie jest trudne i bez odrobiny szczęścia wiele nie osiągniesz. I że pieniądze szczęście dają. A jak jest dzisiaj? Dzieci z bajek żyją w cudownym otoczeniu, gdzie nie ma biedy, kar czy podniesionych głosów. Co ciekawe, nie ma też rodziców. Dzieci beztrosko bawią się przez cały dzień, czasem mają dziadka czy babcię, ale ogólnie dorosłych nie potrzebują, ponieważ są całkowicie samodzielne. Mogą przecież skonstruować obdarzonego świadomością robota z patyków i starych komputerów, po co więc byliby im rodzice?

Damy radę? Tak, damy radę!

Zgodnie z Koranem, Muzułmanie nie mogą tworzyć malowideł czy rzeźb przedstawiających postacie ludzkie. To dlatego, że nie są Bogiem i nie mogliby swojego wytworu obdarzyć duszą, przez co nie mogą wziąć za niego pełnej odpowiedzialności. Takie myślenie może wydawać się dziwne dla przedstawicieli kultury zachodniej, ale oglądając bajkę o miłym budowniczym nie trudno przyznać Muzułmanom pewnej racji.

Bob Budowniczy, bo o nim mowa, to sympatyczny kierownik brygady budowlanej, który na skończenie projektu zawsze ma czas do wieczora. Pomagają mu w tym atrakcyjna i zdolna blondynka oraz ciemnoskóry, niezbyt rozgarnięty pomocnik, który przyucza się do zawodu od jakichś siedmiu lat. No i jest jeszcze niewielka flota samochodów budowlanych obdarzonych samoświadością. Czy jedzą lub potrzebują paliwa nie jest jasne, natomiast z pewnością mówią, mają uczucia i ogólnie zachowują się gorzej niż nierozgarnięty ciemnoskóry pomocnik. Skąd się wzięły? Czy zostały wyprodukowane, czy raczej stworzone? Nie wiadomo. Wiadomo jednak, że niepotrzebne maszyny trafiają na złomowisko, gdzie czekają na przerobienie na puszki na tuńczyka. Bob jest dobry dla swoich maszyn – ale co zrobi z tymi, które przestaną być już użyteczne? I czy wieczne zajadanie się kanapkami z rybą jest zaowalowaną przestrogą co spotka tych, którzy przestaną wykonywać jego polecenia?

Skoro już o użyteczności mowa, nie można pominąć bajki Tomek i Przyjaciele. Tutaj sytuacja jest podobna. Ileż to zapomnianych lokomotyw i wagonów znalazło się w kolejnych seriach Tomka, porzuconych gdzieś i zapomnianych na bocznicach. Gruby Zawiadowca nie ukrywa, że na składzie trzyma tylko użyteczne składy, a kiedy opieprza którąś z lokomotyw za spowodowanie „chaosu i opóźnień” mój czteroletni syn wybiega z płaczem z pokoju (choć bajka o Sinobrodym mordującym swoje żony nie robi na nim większego wrażenia). Ale tutaj kwestia tego czy ludzie stoją wyżej od maszyn, nie jest taka jasna. W każdym parowozie jeżdżą maszyniści, ale nie mają nigdy nic do gadania, kiedy Tomek, Waldek czy Karolcia postanawiają zrobić coś bezdennie głupiego.

Bądź jak Barbie

Bajki o Barbie lecą u nas niezmiernie rzadko, ale od czasu do czasu pojawiają się jakieś. Barbie zna każdy – symbol niemożliwych do zrealizowania standardów piękna. W bajce firma Mattel idzie o krok dalej, bo Barbie jest nie tylko idealna z wyglądu, ale też najlepsza we wszystkim cokolwiek robi. Obojętnie czy chodzi o pieczenie babeczek, granie i śpiewanie czy robienie salt. Najzabawniejsze jest to, że jednocześnie firma produkująca Barbie prowadzi w mediach społecznościowych całkiem fajną kampanię na temat tego, że dziewczynki powinny realizować swoje marzenia i być tym, kim zechcą.

Stare kontra nowe

A dawne bajki? Chodziłam kiedyś na zajęcia z teorii Junga i muszę przyznać, że niewiele z nich rozumiałam. Większość opracowań, które należało przeczytać, skupiało się nad drobiazgową analizą pojęć, których i tak nie rozumiałam. Ale jeden czy dwa wykłady dotyczyły bajek i ich wpływu na nasze ego i te bardzo mnie zainteresowały. Nie wdając się w szczegóły, dawne baśnie w sposób bardzo mocny kształtują naszą osobowość. Stworzone są w taki sposób, że dziecko może łatwo utożsamić się z głównymi bohaterami i to na różne sposoby. W pamięć zapadła mi historia dziewczynki, której ulubiona bajką była opowieść o Jasiu i Małgosi. Początkowo baśń dawała jej poczucie bezpieczeństwa, ponieważ ona podobnie jak główna bohaterka miała starszego brata i jego obecność dodawała jej odwagi w różnych trudnych dla niej sytuacjach. Kiedy dziewczynka podrosła, sytuacja się zmieniła, ale Jaś i Małgosia nadal pozostali ulubioną baśnią dziewczynki. Tym razem jednak uświadomiła sobie ona, że to Małgosia ostatecznie knuje plan oswobodzenia z rąk Baby Jagi i to ona ratuje rodzeństwo z opresji.

Czy dzieci mogą dziś identyfikować się z postaciami z bajek? Z dzieciakami, które konstruują obdarzone świadomością roboty? Z dziećmi, które są zawsze na wskroś dobre albo przeciwnie – zawsze powtarzają te same błędy, choć niby na koniec odcinka zrozumiały swój błąd i dostały nauczkę?

W dawnych baśniach, poza samymi dziećmi, bardzo ważną rolę odgrywają rodzice. OK, nie zawsze są wzorem do naśladowania. To źle, że ojciec Kopciuszka pozwolił złej macosze traktować swoją córkę jak popychadło. To źle, że mama Czerwonego Kapturka posłała ją w podróż, która była tak niebezpieczna. Ale to dla dziecka też lekcja, bo w jego mniemaniu przecież często popełniamy błędy, jesteśmy niesprawiedliwi albo wymagamy czegoś, co przekracza jego możliwości.

Ja wolę więc czytać moim dzieciom dawne baśnie, bez ugrzecznionej formy, w której Zły Wilk przeprasza na koniec Kapturka i Babcię i wszyscy żyją długo i szczęśliwie. I kiedy sama czytam thriller też wolę, jak jednak morderca na koniec trafia za kratki niż przyznaje się do winy i wszystko zostaje mu odpuszczone.

W temacie bajek wiele jeszcze przede mną. Krzyś dopiero powoli zaczyna wyrastać z tych maluchowych i oglądać te dla starszych dzieci. Tutaj poziom przemocy i niewybrednych odzywek wzrasta, ale przynajmniej wydają się jakoś bardziej logiczne. A może się mylę? Co oglądają Wasze dzieci?

Moje dzieci są jakieś inne

4 komentarze

Na razie dawkuję moim dzieciom dostęp do telewizji czy komputera. Wydawało mi się, że trochę bajek dziennie będzie w sam raz. Ale chyba jednak zmienię podejście i dam im szerszy dostęp do Internetu, a przede wszystkim do czytania blogów i przeglądania Facebooka i Instagrama. Mogłyby się w końcu nauczyć jak się kurna zachowuje dobre dziecko w XXI wieku. Continue reading

Jakie garnki wybrać

3 komentarze

Uwielbiam pisać teksty poradnikowe, ale ten taki nie będzie. W bliższej przyszłości planuję zakup nowych garnków, ale naprawdę nie wiem, na co zwrócić uwagę przy zakupie. Może Wy pomożecie? Garnki emaliowane podobają mi się z wyglądu, ale czy są wystarczająco odporne, by gotować w nich na co dzień? Continue reading