22kilo

Domowe przedszkole. Po co uczę dzieci w domu?

Domowe przedszkole. Po co uczę dzieci w domu?

No Comments

Kiedy mówię komuś, że robię dziecku „domowe przedszkole” często widzę spojrzenie w stylu: „ach, czyli jesteś jedną z TYCH matek”. Nic bardziej mylnego. Nie kierują mną jakieś szlachetne pobudki, nie uważam, że moje dziecko musi być w każdej dziedzinie geniuszem, nie twierdzę, że jako 4-latek musi już umieć to czy tamto. Po co mi więc domowe przedszkole?

Kiedy zapisałam 3-letniego Krzysia we wrześniu do przedszkola, szybko okazało się, że przez ciągłe przeziębienia i choroby w domu spędzi przynajmniej tyle samo, co w przedszkolu. No i pojawił się problem, co z tym dzieckiem robić w domu? Wyjść nie można, bo zimą i jesienią często chlapa, pada, zimno, a do tego dwójka dzieci z zapaleniem oskrzeli. Marysia jeszcze w między czasie utnie sobie drzemkę przez dwie albo trzy godziny i da trochę odpocząć, ale co robić ze znudzonym przedszkolakiem?

Domowe przedszkole

Już chyba w czasie pierwszej choroby wymyśliłam, że zrobimy domowe przedszkole. I Krzyś ten pomysł kupił. Wszystko robimy w formie zabawy, np. jedziemy na niby do przedszkola samochodem-kanapą, żegnamy się i machamy przez chwilę, po czym zamieniam się w przedszkolankę. Nie jest to u nas jakiś bardzo konkretny plan, raczej luźno zaplanowany zestaw zajęć, które możemy robić w ciągu dnia.

Marysia przy pracy

To nie jest tak, że wszystko mam z góry zaplanowane. Że dziecko wstaje rano i zaczyna budować z klocków, a ja mówię, no przykro mi bardzo, teraz angielski. Nie. Staram się nigdy nie przerywać moim dzieciom zabawy, szczególnie tej samodzielnej. Nie jestem głupia ;). Ale często syn nie podejmuje sam żadnej zabawy. Mówi się, że dzieciom trzeba pozwolić się nudzić, żeby same się w końcu czymś zajęły. Może niektóre to robią. U nas też się to niekiedy zdarza. Ale o wiele częściej Krzyś po prostu snuje się po mieszkaniu i koniecznie chce oglądać bajki. Albo budować ze mną z klocków Lego, z tym, że sam jest fanem architektury abstrakcyjnej i później wścieka się, że nie potrafiłam zbudować jego projektów. Albo koniecznie chce budować jakieś trwałe konstrukcje z poduszek, które powodują jedynie jęki i frustracje.

Dobre przygotowanie

Dlatego nauczyłam się być przygotowana. Na wysokiej półce w sypialni mam pochowane różne książeczki ze szlaczkami i materiały plastyczne, które można użyć w każdej chwili. Gdy rano okazuje się, że jednak nie mogę posłać dziecka do przedszkola, po prostu wyjmuję coś z szafy. Czasem dopiero któraś rzecz spotyka się z zainteresowaniem.

Jeżeli wiem z wyprzedzeniem o nieobecności, często przygotowuję różne materiały poprzedniego dnia. W następnych wpisach spróbuję podzielić się z Wami moimi niektórymi pomysłami. Dzisiejsze możliwości są naprawdę duże – niezwykłe materiały plastyczne są w łatwym zasięgu, także finansowym, a internet roi się od ciekawych sposobów na spędzanie czasu z dzieckiem. Ja swojego czasu znalazłam fajne filmiki z czymś, co można by nazwać lekcjami rytmiki, na YouTube – wystarczy włączyć. I chociaż czasem przygotowanie materiałów pochłania mi cały wieczór, to przynajmniej następny dzień jest duuuużo łatwiejszy. Myślę, że każdy rodzic, który choć raz „utknął” z dzieckiem w domu na tydzień, dwa lub trzy, dobrze wie, jak ciężki może to być czas.

Osobiście wychodzę z założenia, że lepiej mieć przygotowane więcej niż mniej. Chociaż muszę przyznać, że czasem szlag mnie trafia, kiedy dziecko nie chce nawet spojrzeć na materiały, które przygotowałam dla niego poprzedniego dnia.

Luźny harmonogram

Tak jak pisałam, nie mamy bardzo ścisłego planu dnia, ale staram się przestrzegać pewnych ogólnych ram czasowych. Tak więc po śniadaniu ubieramy się i „jedziemy” do przedszkola – udajemy że kanapa jest samochodem i tam jedziemy. Rano zazwyczaj wprowadzam jakieś zabawy ruchowe, często po prostu idziemy na spacer w jakieś wymyślone miejsce maszerując wokół salonu. Ten czas muszę zaplanować pod kątem dwójki dzieci – także (obecnie) półtorarocznej Marysi, która nie do końca rozumie sens niektórych zabaw, ale chętnie chodzi za nami po korytarzu.

Kiedy mała idzie na drzemkę, my siadamy do cichej pracy, takiej jak kolorowanie, rysowanie znaczków czy wycinanki. Dzięki temu nie hałasujemy i nie przerywamy snu Marysi, mamy też czas, żeby spokojnie porysować, bez małych rączek, które starają się nam wszystko wyrwać. Często też zabieram Krzysia do kuchni, gdzie on siedzi przy stole i rysuje (choć często więcej gada niż robi), a ja sprzątam czy przygotowuję coś do obiadu. Jemy zazwyczaj już po drzemce Marysi. Czasem organizuję też dni tematyczne, jak np. dzień indiański, dzień z rafą koralową itp.

Krzyś i proste ciasto czekoladowe

Oczywiście, nie zawsze wygląda to w ten sposób. Wierzę w fazy wrażliwe, znane z pedagogiki montessoriańskiej, zgodnie z którymi należy pozwalać dziecku na robienie tego, na co ma teraz ochotę. U nas takie fazy wrażliwe pojawiały się już niejednokrotnie. Krzyś potrafił od rana zająć się rysowaniem i kontynuować to z niewielkimi przerwami do wieczora. Wtedy raczej staram się po prostu mu nie przeszkadzać, ale raczej zapewnić wygodne miejsce do pracy i kolejne ciekawe materiały i projekty.

Z drugiej strony, w wakacje, w ogóle nie realizowaliśmy domowego przedszkola, bo mój syn kompletnie nie był w nastroju do rysowania czy innych zajęć tego typu. A w czasie drzemek swojej siostry zazwyczaj oglądał bajki, bo ja potrzebowałam dużo odpoczynku w ostatnich tygodniach ciąży.

Nowe plany od września

Od końca sierpnia wiele się u nas zmieniło. Na świecie pojawił się Tomek i chociaż trzecie dziecko nie wywróciło naszego życia do góry nogami, to bywa ciężej. Brakuje czasu na wszystko – w tym na przygotowanie materiałów na kolejny dzień. Bardziej więc bazujemy na tym, co uda nam się wymyślić na bieżąco.

We wrześniu chciałabym wprowadzić zajęcia z gotowania. Krzyś zawsze lubił ze mną gotować, Marysia też zaczyna już interesować się tym tematem. To takie przyjemne z pożytecznym. Ostatnio zrobiliśmy np. domowy makaron, znacznie lepszy niż ten z opakowania. I chociaż zajęło nam to całą drzemkę maluchów, nie żałowałam tak spędzonego czasu ani przez chwilę. Przy okazji dodam, że ważną częścią gotowania jest też wspólne sprzątanie. Krzyś ostatnio polubił zmywanie, dbamy też o to, by na bieżąco chować wszystkie wykorzystane składniki. Sama jestem bałaganiarą, mam więc nadzieję, że zaszczepiając w dzieciach umiejętność sprzątania „na bieżąco”, ułatwię im utrzymywanie porządku w przyszłości.

Od jesieni czeka mnie tez nowe wyzwanie – muszę w moich planach bardziej uwzględnić Marysię, która dotychczas była tylko „dodatkiem” do naszych wspólnych zajęć z Krzysiem. Bardzo chciałabym też, żeby dzieci nauczyły się pracować oddzielnie, jakby koło siebie. Tak, by nawzajem sobie nie przeszkadzać. Myślę, że jest to równie ważne jak umiejętność współpracy.

Rzadka chwila – dzieci pracują koło siebie, ale każde jest zajęte własnym zadaniem

Od czego zacząć

Od dziś, w każdy poniedziałek, postaram się podrzucać Wam pomysły na wspólne spędzenie czasu z dzieckiem, które będzie wartościowe dla Was obojga. Tymczasem podpowiem Wam kilka rzeczy, które możecie zrobić już teraz:

  • przejdź się do sklepu papierniczego (najlepiej sama!) i kup rożne kolorowe i ciekawe materiały plastyczne, takie jak bibuła, filc, samoprzylepne oczy, farby czy plastelina. Na tym etapie tak naprawdę nie musisz mieć na nie konkretnego planu, Twoje dziecko pewnie samo chętnie coś wymyśli. Przydadzą się też nożyczki, klej i taśma klejąca.
  • poszukaj w internecie ciekawych stron z pomysłami na zabawy z dzieckiem. Dla mnie dobrym źródłem inspiracji jest Instagram.
  • poszukaj ciekawych filmików na YouTube, my lubimy potańczyć przy Wyginam śmiało ciało

Jestem bardzo ciekawa, co sądzicie o moim „domowym przedszkolu”. Co Wy robicie, kiedy utkniecie z dzieciakami w domu? Zapraszam Was też do zaglądania tutaj co tydzień, żeby znaleźć gotowe pomysły na wspólne prace i zabawy.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o