22kilo

Naleśniki, blender i olej rzepakowy – relacja z konkursu w Food Lab Studio

Naleśniki, blender i olej rzepakowy – relacja z konkursu w Food Lab Studio

2 komentarze

Szok, radość, niedowierzanie:). To właśnie czułam, gdy okazało się, że znalazłam się w gronie finalistów konkursu „Pokochaj Olej Rzepakowy na Walentynki… I nie tylko!”. To było dla mnie wystarczającym wyróżnieniem – nie spodziewałam, że stanę na podium!

Jakiś czas temu zgłosiłam 2 przepisy z mojego bloga do konkursu (na pieczoną cieciorkę i muffiny jabłkowe), w którym należało przygotować dowolne danie z użyciem oleju rzepakowego. W końcu kto nie gotuje, ten nie wygrywa. Poza tym, organizator oferował ciekawe nagrody gwarantowane aż dla 50 pierwszych osób, które zgłoszą swoje przepisy. Nagrodą główna była zaś możliwość wygrania jednego z trzech blenderów KitchenAid, przyznawanych za przygotowanie najlepszego dania podczas warsztatów prowadzonych przez Grzegorza Łapanowskiego. To dopiero nazywa się nagroda!

olej7

Każda z finalistek miała do dyspozycji własne stanowisko pracy

Nie dostałam się do finału. Ale na dwa dni przed konkursem okazało się, że jedna z finalistek nie może się pojawić, a ja znajduję się na czele listy rezerwowej. Kilka telefonów, szybkie zaklepanie hotelu i jeden wieczór, by obmyślić jakiś fajny przepis na naleśniki, które będą tematem przewodnim konkurencji. Sięgam do książki Julii Child i wkuwam na pamięć składniki na ciasto na naleśniki francuskie, z tym że masło zastępuję zdrowszym olejem rzepakowym.

olej3

Mój naleśnik

Pomysł na niebanalny dodatek do naleśników wpada mi do głowy dopiero w drodze. Pesto! Jest modne, zdrowe i proste do przygotowania. Nie wiem jeszcze, jakie składniki będą do wyboru, ale liczę, że natka pietruszki, migdały i gruszki się znajdą.

Dojeżdżamy na miejsce. Food Lab Studio wygląda super – są profesjonalne miejsca pracy niczym z telewizyjnego show, nowoczesny wystrój i biblioteczka, za którą dałabym się poszatkować. Na miejscu witają nas organizatorki, po chwili bardzo przyjacielsko wita nas też gospodarz tego miejsca, czyli Grzegorz Łapanowski, który na co dzień ocenia profesjonalnych kucharzy w Top Chefie, a już za chwilę będzie oceniać moje naleśniki. Jest też chwila, żeby pogadać z innymi blogerkami, np. z Olą z zasmakuj.wordpress.com, którą już tydzień później spotkam na… innym konkursie kulinarnym.

olej5

„Chochla! Gdzie są chochle? A właściwie bez też sobie poradzę”

I wreszcie zaczynamy. 3 minuty w spiżarni (z której jednak później możemy korzystać cały czas, choć lepiej tego nie robić) i 50 minut na gotowanie. Na naszych stanowiskach są już wszystkie składniki na klasyczne crepes, ale w spiżarni nie ma ani pietruszki, ani migdałów, które miały trafić do mojego pesto. Szybko decyduję się na koperek i orzechy włoskie, biorę też gruszki, gorgonzolę (której jednak nie używam, bo wybieram mini mozzarelle), bazylię i szynkę długo dojrzewającą.

Następnie popełniam wszystkie możliwe błędy – nie pilnuję czasu i zaczynam z opóźnieniem. Zamiast skupiać się na tym, co dzieje się na moich patelniach, patrzę na innych: nikt jeszcze nie smaży naleśników, więc ja też się wstrzymuję, a później praktycznie nie zdążam przygotować 4 talerzy. Na szczęście pesto wychodzi jak należy – jest słone, bo dałam sporo soli i jeszcze parmezan, a jednocześnie słodkie od gruszki. Naleśniki natomiast kompletnie nie chcą się smażyć, trwa to dłużej niż powinno i nie jestem w stanie usmażyć idealnie równych, okrągłych i cienkich crepes, które bez problemu tworzę w domu. Po przygotowaniu 4 talerzy, z których każdy wygląda inaczej, ale łączy je jedno – wszystkie wyglądają źle, kończy się czas.

olej6

Mąż i Mały wspierali mnie przez cały konkurs

Teraz przerwa, bo jury, w skład którego poza Grzegorzem Łapanowskim wchodzi Ewa Myśliwiec – kierownik projektu Pokochaj olej rzepakowy reprezentująca Polskie Stowarzyszenie Producentów Oleju oraz Katarzyna Bartoszewska – autorka bloga Plate of Joy, laureatka poprzedniej edycji konkursu, potrzebuje czasu na degustację i podjęcie decyzji. Pytana o to, jak mi poszło, tylko się śmieję – każdy, kto widział mój talerz, wie że nie mogę być zadowolona. Wreszcie rozstrzygnięcie konkursu. Jury mówi, że 3. i 4. miejsce szły łeb w łeb, ale ostatecznie wygrała osoba pracująca przy wyspie nr 5. Bez przekonania wychodzę na środek – to moje stanowisko, ktoś chyba musiał się pomylić. Jestem oszczędna w komentarzu, bo chyba czegoś nie zrozumiałam: jednak nie przyznajemy miejsc, ale dziękujemy pozostałym uczestnikom, tak? Dopiero kiedy na moje ręce trafia blender, orientuję się, że naprawdę jakimś cudem dostałam się na podium. Zdobywam trzecie miejsce w prawdziwym konkursie kulinarnym. 

Miód na moje serce

Podczas wręczania nagrody trafiają do mnie tak miłe i ważne słowa. Przede wszystkim o tym, że moje naleśniki są brzydkie ;). Ale że w czasach Facebooka i Instagramu, gdzie wszyscy tak bardzo skupiają się na wyglądzie, często zupełnie zapominamy o smaku. A to on jest przecież najważniejszy. Dowiaduję się też, że spośród wszystkich naleśników klasycznych, to moje miały najlepsze ciasto. Ale to już zasługa Julii Child, nie moja.

To, co liczy się dla mnie najbardziej, to nie blender (chociaż jest super, śliczny i świetnie blenduje). Najważniejsze, że przestałam się czuć jak bloger kulinarny drugiej kategorii, którego nikt nie czyta ani nie docenia. Nie potrafię wyrazić słowami jak niesamowicie doceniona się teraz czuję. No i uwierzyłam, że nawet ja mam szansę czasem coś wygrać, co zresztą potwierdziło się już tydzień później, ale o tym napisze innego dnia ;).

Zdjęcia pochodzą ze strony www.pokochajolejrzepakowy.eu. Pełną fotorelację znajdziecie pod tym linkiem.

olej8

olej2

olej1

 

najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Hania
Gość
Hania

Brawo, brawo, brawo 🙂

celiak
Gość

Potwierdzam, było fajnie 😉 pozdrawiam